Slider

Brak umowy, brak projektu – z pamiętnika rzeczoznawcy

W swoim blogu wielokrotnie pisałem o różnych problemach na linii Wykonawca – Inwestor, Podwykonawca – Wykonawca. Najczęściej było to spojrzenie od strony prawnej. Dzisiaj umieszczę wpis, którego autorem jest rzeczoznawca Bartosz Chyczewski. Pomyślałem, że umieszczę tutaj historię, którą ostatnio usłyszałem w trakcie jednej z naszych rozmów.

Często się zdarza, iż osoba chcąca przeprowadzić remont decyduje się na jego wykonanie bez podpisywania umowy z wykonawcą. Podobnie rzecz wygląda z wykonaniem instalacji sanitarnej. Tutaj jednak może jeszcze dochodzić problem z brakiem projektu. Rodzi to później określone konsekwencje. Poniższy tekst pozwoli lepiej zrozumieć o czym powinieneś pomyśleć za w czasu.

A o to co napisał rzeczoznawca:

„W ekspertyzie źle wykonanej instalacji sanitarnej, mającej dać Inwestorowi argument w sporze z Wykonawcą, kluczowe jest to, jak strony określiły „przedmiot zamówienia”. Czy Inwestor na pewno poprosił o to, co zrozumiał Wykonawca (wprowadzając niechcący Wykonawcę w błąd, co potrafi sprowokować lub co najmniej spotęgować późniejsze błędy wykonawcze).

Rzeczoznawca (R) pyta się wtedy, co zapisał/a Pan/Pani (P) w umowie?

Najczęściej pada odpowiedź:

– (P) Umowy … nie ma.

– (R) Czy ustalenia potwierdziła Pani „mejlowo”, czy zostało to spisane w jakiejkolwiek formie?

– (P) No…. nie, ale dokładnie to omówiliśmy…

– (R) OK, czy Wykonawca miał projekt?

– (P) Nie miał…

– (R) No, ale robiła Pani projekt na tę instalację?

– (P) Nie robiłam, bo to prosta instalacja, to po co wydawać te…. złotych?

– (R) Instalacja prosta jest, ale później skuwanie posadzki, kładzenie nowej, malowanie, wynoszenie mebli, koszty ekspertyzy, za którą może Pani nie odzyskać pieniędzy od Wykonawcy…

– (P) No tak, ale…

 industry-pipe-white-2455

W umowie można przecież dokładnie zapisać co ma być wykonane (również od strony technicznej). Wtedy najczęściej strony uświadamiają sobie, że mają inne wyobrażenie co do efektu końcowego. Dodatkowo dużym błędem jest rezygnowanie z projektu. Niektórzy Wykonawcy powielają pewne typowe rozwiązania, które nie zawsze pasują idealnie do danego przypadku. Grzejniki grzeją, jest ciepło i wydaje nam się, że w takim razie wszystko jest w porządku, a nie wiemy, że grzeją aż za bardzo i przez „przewymiarowany” system płacimy za eksploatację znacznie więcej niż powinniśmy.

Wykonawcy często nie liczą zapotrzebowania na moc cieplną dla domu i nie uwzględniają budowy poszczególnych warstw przegród budowlanych. Stosują metodę „wskaźnikową”, czyli np. ilość Watów na 1 m2 lub 1 m3. Jest to dobra metoda do „oszacowania” zapotrzebowania na ciepło, ale nie precyzyjna. Należy pamiętać, że to ile watów ciepła potrzebujemy do ogrzania domu, zależy od tego ile „ucieka” przez przegrody (straty ciepła). Inne właściwości ma gazobeton inne tzw. pustak „Max”, a jeszcze inne cegła, czy żelbet. Do tego grubość, rodzaj ocieplenia i sposób jej montażu. W efekcie izolacyjność danej przegrody może być różna.

Projektant uwzględnia także ciepło tracone przez wentylację itd.

Szacując metodą „wskaźnikową” możemy przyjąć moc znacznie większą niż jest potrzebna w rzeczywistości. Dobierając wtedy kocioł, również go „przewymiarowujemy” przez co jest droższy i do tego pracuje nieekonomicznie.

Zbyt duże grzejniki będą niepotrzebnie drogie i w efekcie można stracić kilka tysięcy złotych lub nawet więcej…

Przecież od tego co widać ważniejsze jest to, czego nie widać…. No ale to już Frédéric Bastiat…  :-)”

Bartosz Chyczewski, rzeczoznawca SIMP Mgr inż. Instalacji sanitarnych. Posiada uprawnienia budowlane. Właściciel firmy konsultingowo-inżynieryjnej „HOGAR”. Współpracuje z ośrodkami rzeczoznawstwa, sporządza ekspertyzy i opinie techniczne, prowadzi nadzory inwestorskie.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

{ 2 trackbacki }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: